Jest koniec lipca. Jadę do Rysia. Pierwszy raz. Dlaczego dopiero teraz? Przecież pasjonuję się jego wyczynem od samego początku, od pierwszego z 366 maratonów. Prawdę mówiąc, podziwiałem go na długo przed tym, zanim zaczął być znany, zanim w siedem dni przebiegł przez Polskę z Zakopanego do Sopotu czy podjął się ustanowienia niebotycznego rekordu Guinnessa. Podziwiałem go już wówczas, gdy śnieg nie śnieg, upał, plucha i ślizgawica uparcie trenował na drogach naszego powiatu. Dlaczego zatem jadę do niego dopiero teraz?
2015-07-29 09:15:01