Zamknij

20 lat sporów o strefę euro w Polsce

PAP 18:16, 02.01.2026 Aktualizacja: 18:19, 02.01.2026
Skomentuj 20 lat sporów o strefę euro w Polsce - Obraz Alexa z Pixabay 20 lat sporów o strefę euro w Polsce - Obraz Alexa z Pixabay

Na przyjęcie euro Polska formalnie zgodziła się, przystępując w 2004 roku do Unii Europejskiej. Polacy zatem już raz wypowiedzieli się w tej sprawie, mówiąc „tak” dla UE w referendum akcesyjnym, które odbyło się 7–8 czerwca 2003 roku.

Polska jednak nie mogła przyjąć wspólnej waluty bezpośrednio po wejściu do UE, nawet gdyby istniała taka wola polityczna, ponieważ nie spełniała określonych w Traktacie z Maastricht tzw. kryteriów konwergencji. Obejmują one m.in. wymóg, aby poziom inflacji w roku poprzedzającym badanie nie przekraczał o więcej niż 1,5 pkt proc. inflacji trzech państw UE o najniższej inflacji, deficyt finansów publicznych nie był wyższy niż 3 proc. PKB, dług publiczny nie przekraczał 60 proc. PKB, a długoterminowa stopa procentowa nie była wyższa o więcej niż 2 pkt proc. od stóp procentowych w kilku państwach UE.

Ponadto, nawet w przypadku spełnienia tych kryteriów, Polska musiałaby przez co najmniej dwa lata przed przyjęciem euro uczestniczyć w tzw. mechanizmie ERM II. Jest to mechanizm kursowy, który sprawdza stabilność waluty krajowej wobec euro w dopuszczalnym paśmie wahań kursu, wynoszącym plus minus 15 procent.

Obecnie Polska nadal nie spełnia żadnego z warunków przyjęcia do strefy euro, choć w niektórych przypadkach Komisja Europejska może odstąpić od wymogu spełnienia wszystkich kryteriów. Przykładowo Chorwacja, w momencie przystąpienia do strefy euro, nie spełniała kryterium dotyczącego poziomu długu publicznego, jednak KE uznała, że ścieżka jego redukcji przyjęta przez rząd chorwacki doprowadzi do obniżenia długu publicznego poniżej 60 proc. PKB.

Od dawna przeciwnikiem szybkiego przystąpienia Polski do strefy euro jest prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. W czerwcu 2025 r. przedstawił on swoje poglądy na ten temat w wydawanym przez NBP czasopiśmie naukowym „Bank i Kredyt”. „Analizując teoretyczną literaturę dotyczącą optymalnych obszarów walutowych, jak również dotychczasowe funkcjonowanie strefy euro, należy jednoznacznie stwierdzić, że przyjęcie euro przez Polskę stwarzałoby obecnie istotne ryzyka dla zachowania równowagi gospodarczej oraz dalszego procesu konwergencji polskiej gospodarki” – pisał Glapiński.

Ocenił, że ryzyka te miałyby dwa główne źródła. Pierwszym byłaby utrata możliwości dostosowywania stóp procentowych do potrzeb krajowej gospodarki po wejściu do strefy euro. Drugim źródłem ryzyka, wynikającym z przyjęcia wspólnej waluty, byłaby utrata korzyści płynących z płynnego kursu złotego. „W kolejnych dekadach, wraz ze wzrostem zamożności polskiej gospodarki i jej konwergencją w kierunku najzamożniejszych gospodarek Europy Zachodniej, ocena bilansu korzyści i kosztów ekonomicznych przyjęcia euro może się zmienić. Niemniej obecnie bilans ten jest zdecydowanie negatywny” – napisał prezes NBP.

Premier Donald Tusk, jak i minister finansów Andrzej Domański w ostatnich miesiącach deklarowali, że nie ma planów przyjęcia euro przez Polskę.

Wcześniej jednak poglądy polskiej klasy politycznej na wejście do strefy euro się zmieniały. Temat ten również mocno dzielił polityków i ekspertów niemal przez cały okres członkostwa Polski w Unii Europejskiej.

W pół roku po wejściu do UE, w listopadzie 2004 r., ówczesny minister finansów w rządzie Marka Belki Mirosław Gronicki podkreślał, że Polska nie będzie ogłaszać w oficjalny sposób planowanych terminów przejścia na euro. Podkreślił jednak, że przyjęcie euro leży w strategicznym interesie Polski i pozwoli na wywieranie większego wpływu na decyzje podejmowane w ramach UE. Rząd Belki nie przyjął ścisłej daty, kiedy Polska miałaby zastąpić złotego przez euro, ale minister finansów mówił wcześniej, że mógłby być to 2009 rok.

Już w lutym 2005 r. Komisja Europejska uznała, że Polska do 2007 roku raczej nie spełni kryteriów UE, które umożliwiłyby jej wstąpienie w 2009 r. do strefy euro.

W dniu zwycięstwa w wyborach prezydenckich w październiku 2005 r. Lech Kaczyński zapowiedział możliwość przeprowadzenia w 2010 r. referendum w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro.

W listopadzie 2005 r. nowy premier Kazimierz Marcinkiewicz, reprezentujący zwycięskie PiS, powiedział, że w najbliższej kadencji Sejmu nie ma potrzeby, aby Polska wchodziła do strefy euro.

Program konwergencji przygotowany przez rząd Marka Belki zakładał, że Polska spełni kryteria fiskalne w 2007 r. (m.in. deficyt budżetowy nie będzie wyższy niż 3 proc. PKB, dług publiczny nie większy niż 60 proc. PKB), a do strefy euro wejdzie w 2009 r. Na początku stycznia 2006 roku MF przygotowało nową wersję programu konwergencji, jednak nie przedstawiło w nim daty spełnienia kryteriów z Maastricht pozwalających na przystąpienie Polski do strefy euro.

Pod koniec stycznia 2006 r. nowa wicepremier i minister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, Zyta Gilowska, zapowiedziała, że Polska nie wstąpi w 2007 r. do mechanizmu ERM II oraz że bardzo wątpliwe jest, aby w 2009 r. spełniła wymagania konieczne do przystąpienia do strefy euro. „Bez strefy euro jesteśmy bezbronni wobec wahań kursów walutowych oraz intensywnych działań kapitału spekulacyjnego. Musimy zrobić wszystko, aby przygotować Polskę do przystąpienia do strefy euro. (…) Uważam, że mówienie o dacie przystąpienia jest zaklinaniem euro. Przypuszczenie jednak, że w 2009 r. będziemy gotowi, jest wątpliwe” – przyznała Gilowska.

Przeciwko referendum w sprawie euro wypowiadał się ówczesny prezes NBP Leszek Balcerowicz. „Obawiam się, że ogłoszenie referendum w kwestii, która już została rozstrzygnięta przez społeczeństwo w referendum, nie budzi zaufania. To jest niepotrzebne i budzi co najmniej zdziwienie naszych partnerów w UE” - mówił w grudniu 2006. Balcerowicz przekonywał także wtedy, że przyjęcie euro zwiększa wzrost gospodarczy o 0,2-0,4 proc.

Termin ewentualnego wejścia się wydłużał. W kwietniu 2007 r. Gilowska mówiła, że Polska będzie gotowa do wejścia do strefy euro w 2012 r. Datę 2012 r. jako najwcześniejszy termin wejścia do strefy euro podawał też w czerwcu 2007 r. ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek.

We wrześniu 2007 r. podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Gilowska zapowiadała, że Polska w 2009 r. ogłosi gotowość do wejścia do strefy euro, bo wtedy „spełnimy parametry konwergencji, łącznie z parametrem deficytu sektora finansów publicznych”. Dodała, że przystąpienie do euro jest „absolutnie konieczne”.

W ramach trwającej wtedy kampanii temat ten rzadko się pojawiał. Lider PO Donald Tusk mówił, że Polska powinna przyjąć euro tak szybko, jak to możliwe. Wtedy uważał, że mogłoby to nastąpić w roku 2013. Po wygranych wyborach przez PO Tusk jako nowy premier nieco zmodyfikował swoje stanowisko. Powiedział w expose, że w interesie Polski jest jak najszybsze przygotowanie się do wejścia do strefy euro. „Musimy odpowiednio przygotować się do tej zmiany, tak by proces przechodzenia na wspólna walutę był bezpieczny dla gospodarki i jak najbardziej korzystny dla zwykłych ludzi” - mówił. Zaznaczył zarazem, że rząd nie będzie się w kwestii wprowadzenia euro trzymać żadnej doktryny.

Jednak we wrześniu 2008 r., podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy oświadczył, że rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 r. „Chcę sformułować precyzyjnie jeden z głównych celów naszych działań, czyli wstąpienie Polski do strefy euro. Dzisiaj możemy odpowiedzialnie powiedzieć, że naszym celem jest rok 2011. Jest to zadanie trudne, ale oceniamy, że możliwe” - powiedział w głośnym wystąpieniu.

Ministerstwo Finansów twierdziło wówczas, że Polska spełnia już większość kryteriów koniecznych do przystąpienia do strefy euro.

Sprawie wejścia do strefy euro poświęcone było specjalne posiedzenie Rady Gabinetowej w październiku 2008 r. Prezydent Lech Kaczyński mówił po nim, że wprowadzenie w Polsce euro powinno być „sprawą pewnej dyskusji”. Uznał zarazem za ważne, aby była perspektywa wprowadzenia w naszym kraju europejskiej waluty, bo to - jak dodał - stabilizuje sytuację i jest ważnym sygnałem dla partnerów Polski.

Krótko po tym, pod koniec października 2008 r. prezydent podtrzymał swoje stanowisko, że najpierw powinno odbyć się referendum w sprawie terminu wprowadzenia w Polsce euro, dopiero potem powinny nastąpić ewentualne zmiany w konstytucji.

Premier Donald Tusk podkreślał na początku listopada 2008 r., że patrząc na przyszłość kraju, przyjęcie euro to „bezwzględnie polski interes”. „To nie jest łatwa rzecz, ja też jestem przywiązany do naszej narodowej waluty” - przyznał.

Mówił również, że najambitniejszy plan rządu związany z przyjęciem euro zakłada, że na przełomie maja i czerwca 2009 r. Polska przystąpiłaby do mechanizmu stabilizacyjnego ERM2. Według tego wariantu do końca 2008 r. miałoby nastąpić porozumienie polityczne w sprawie zmiany konstytucji, a zimą trwałyby prace nad nowelizacją. W listopadzie 2008 r., po spotkaniu z Radą Polityki Pieniężnej Tusk przekonywał, że szanse na wejście do strefy euro w 2012 r. w 100-proc. realne.

Potem jednak rozprzestrzenił się kryzys gospodarczy, który dotknął również strefę euro. Kilkakrotnie groził nawet jej rozpad, w związku z problemami finansowymi Grecji. To zmieniło optykę także polskich polityków.

Jeszcze w czerwcu, w ramach kampanii prezydenckiej późniejszy prezydent Bronisław Komorowski mówił, że Polska powinna wejść do strefy euro w 2015 r. lub w 2016 r. Z kolei jego rywal Jarosław Kaczyński przekonywał, może to nastąpić dopiero wtedy, gdy „polskie kieszenie będą zupełnie bezpieczne”.

W grudniu 2010 r. Komorowski jako prezydent przedstawiał w Sejmie własny projekt zmian w konstytucji, w którym znalazły się uregulowania, mające zacząć obowiązywać po wejściu Polski do strefy euro. Dotyczyły m.in. organizacji NBP, w tym likwidacji Rady Polityki Pieniężnej. „Polska powinna mieć paszport do jazdy w kierunku strefy euro, ale to nie oznacza, że trzeba już ruszać w drogę” - uzasadniał prezydent.

Choć w toku dalszych prac Komorowski wycofał się z części zapisów, i tak Sejm do końca VI kadencji, czyli do listopada 2011 r., nie przyjął zmian w ustawie zasadniczej, choć zamiarem prezydenta było uchwalenie ich przed albo podczas pierwszej polskiej prezydencji w UE, która miała miejsce w drugiej połowie 2011 r.

W styczniu 2014 r. Tusk powiedział, że wejście Polski do strefy euro nie byłoby bezpieczne dla polskich obywateli. Przyznał, że jest rzecznikiem przystąpienia Polski do strefy euro, ale „na pewno nie w najbliższym czasie, ale w tej perspektywie, do której sięga wyobraźnią”.

W marcu 2014 r. prezes NBP Marek Belka przekonywał, że w strefie euro łatwiej bronić swych interesów. Wskazał zarazem, że 10 lat wcześniej polscy ekonomiści wypowiadali się w większości entuzjastycznie na temat euro, ale to się zmieniło. „Ryzyka związane z euro wydają się bardziej wyraźne, a korzyści wydają się mniej oczywiste. A więc saldo korzyści i ryzyk zmieniło się” - mówił Belka.

4 czerwca 2014 r. prezydent Bronisław Komorowski mówił podczas wystąpienia przed Zgromadzeniem Narodowym, że Polska staje wobec konieczności opracowania nowej strategii integracji europejskiej. Jak wyjaśniał, chodzi m.in. o rozstrzygnięcie dylematu, czy faktycznie dążymy do przyjęcia wspólnej waluty euro. Prezydent podkreślił, że dyskusja o tym powinna się odbyć po planowanych na 2015 r. wyborach.

Po wyborach sytuacja się jednak zmieniła o tyle, że do władzy doszło PiS - ugrupowanie zdystansowane wobec perspektywy szybkiego przyjmowania euro. Jedną z pierwszych decyzji rządu Beaty Szydło, podjętą jeszcze w 2015 r., była likwidacja działającego w strukturze w resortu finansów pełnomocnika ds. integracji ze strefą euro.

W maju 2017 r. ówczesny wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki mówił, że „nie jest w tej chwili w interesie Polski być w strefie euro”, bo „nie chcemy tracić możliwości prowadzenia niezależnej polityki monetarnej”. Przekonywał, że „Polska i strefa euro to nie są dziś spójne względem siebie obszary walutowe”; Polska ma bowiem „inny przebieg cyklu koniunkturalnego”, „inną strukturę produkcji”, a także „innego rodzaju przewagi konkurencyjne”.

Z kolei prezydent Andrzej Duda dopuszczał, że pytanie o euro mogłoby być jednym z pytań referendum dotyczącego konstytucji, które planował zorganizować przy okazji 11 listopada 2018 r. Do tego referendum jednak nie doszło.

Temat wrócił w 2019 r., w kolejnym roku wyborczym. W kwietniu tego roku, podczas konwencji PiS w Lublinie w ramach kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że przyjmiemy euro, gdy będzie to w naszym interesie i osiągniemy poziom zbliżony do Niemiec. Podczas tej samej konwencji premier Mateusz Morawiecki argumentował, że Polska nie wpadła w głęboki kryzys w 2008 r., bo rząd PiS w 2007 r. obniżył podatki i została utrzymana polska złotówka.

W sierpniu 2022 r. prezes NBP Adam Glapiński straszył, że jeśli ówczesna opozycja wygra wybory, Polska zostanie niejako zmuszona do przyjęcia euro. „Od jakiegoś roku mówi się, że zadanie wyznaczone przez Brukselę dla Tuska, to nie tylko obalenie przez niego istniejącego w Polsce rządu i wprowadzenie naszego kraju na kurs do strefy euro. Po zrealizowaniu tych zadań Tusk ma wrócić do Brukseli, zostać szefem Komisji Europejskiej i realizować przyspieszoną budowę państwa europejskiego. Rozważane są tylko kandydatury Tuska i Kristaliny Georgiewej, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jako reprezentantów Europy Centralnej” – powiedział Glapiński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej”.

W listopadzie 2022 r. do tematu ewentualnego przyjęcia przez Polskę euro wrócił w podczas spotkania z działaczami PiS w Kędzierzynie-Koźlu prezes Jarosław Kaczyński. Podkreślił, że przyjęcie euro „to jest taki zabieg, którego w tej chwili dokonać nie możemy” . Zaznaczył, że Polska w umowach z UE nie ma podanego żadnego terminu wejścia do strefy euro. „Więc możemy wejść za 50 lat” - oznajmił. „Nawet gdyby to rozważać w jakimś bliższym okresie, to tylko wtedy, jeżeli (...) polska gospodarka na tyle się umocni, że światowe rynki zaczną naszą walutę wyceniać wiele wyżej, bo siła waluty jest w jakiejś mierze efektem siły gospodarki” - tłumaczył.

W ocenie prezesa PiS „wtedy, gdyby Polska miałaby na głowę PKB w wysokości takiej, jak Niemcy (...) to wtedy ta wymiana na euro mogłaby być z punktu widzenia naszej gospodarki opłacalna”. „Po prostu (euro – PAP) to jest waluta dla bardzo silnej gospodarki. My takiej gospodarki w tej chwili nie mamy - chociaż szybko idziemy do przodu - i w związku z tym w żadnym wypadku nie możemy takiej decyzji podejmować, a powtarzam: Niemcy stawiają to, jako warunek sine qua non tego, by realizować ich plany, a to że Tusk i jego kamaryla jest do tego gotowa, co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości” - oznajmił.

W styczniu 2023 r., po wejściu do strefy euro Chorwacji, PiS uczyniło tę kwestię elementem swojej kampanii politycznej. „Chaos inflacyjny, który daje się tak we znaki Chorwatom, którzy sygnalizują to na najróżniejsze sposoby, jest dla nas bardzo poważnym ostrzeżeniem” - mówił premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej. „Wybór euro w czasie kiedy mamy tak wysoką inflację, to trochę jak dolewanie oliwy do ognia, przestrzegamy przed tym każdego, kto chce zmusić Polaków do wstąpienia do strefy euro” - dodał.

Rzecznik PiS Rafał Bochenek dodawał, że być może jest to „pomysł Niemców” na Donalda Tuska w Polsce, aby „w sposób płynny wprowadził nam tutaj eurodrożynę, bo do tego to się sprowadza”.

Wątek ten pojawił się też już po zmianie władzy, gdy w marcu 2024 r. grupa posłów koalicji rządowej złożyła wstępny wniosek o postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu, w związku z domniemanym naruszeniem konstytucji. „To jest spłata długu, jaki zaciągnął Donald Tusk w kampanii wyborczej od Niemców, dlatego, że strefa euro jest korzystna dla Niemiec; dla pozostałych państw jest bardzo niekorzystna. Chodzi o usunięcie - pewnie przez silnych ludzi, jak ma to w zwyczaju »koalicja 13 grudnia« prezesa NBP, żeby otworzyć drogę do wepchnięcia Polski do strefy euro” - komentował szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

W czerwcu 2024 r., w ramach kampanii przed kolejnymi wyborami do PE, temat wejścia do strefy euro eksploatowała głównie Konfederacja. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak podkreślał, że Polska nie ma obowiązku wejścia do strefy euro, ponieważ zapis tej sprawie ma charakter bezterminowy. „Nasza propozycja to nigdy do niej nie wchodzić, bo nie jest to w naszym interesie, żeby poddać się pod zewnętrzną władzę w sprawach polityki monetarnej i regulacji sektora finansowego” - oświadczył.

W corocznym sejmowym wystąpieniu na temat celów polskiej polityki zagranicznej w kwietniu 2025 r. szef MSZ Radosław Sikorski nie wspomniał o perspektywach wejścia Polski do strefy euro. Temat ten nie pojawiał się też podczas trwającej w pierwszym półroczu 2025 r. polskiej prezydencji w UE.

Także w kampanii prezydenckiej na temat przyjęcia w Polsce euro mówiono niewiele. Podczas zorganizowanej przez „Super Express” debaty wszystkich kandydatów 28 kwietnia 2025 r. Krzysztof Stanowski spytał marszałka Sejmu i kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołownię o ewolucję jego poglądów dotyczącą przyjęcia euro w Polsce. Według Stanowskiego, jeszcze niedawno Hołownia był za, a w trakcie kampanii wyborczej zmienił zdanie. Marszałek Sejmu zaznaczył, że przyjęcie euro nie jest dogmatem, tylko zobowiązaniem, którego się podjęliśmy wchodząc do UE. Podkreślił, że z przyjęciem tej waluty należy poczekać na właściwe warunki. Jak dodał, te warunki zmieniły się od jego wcześniejszych wypowiedzi. „Euro należy wstrzymać do momentu, kiedy nasza gospodarka i otoczenie konkurencyjne będzie pozwalało, żeby o tym myśleć. Teraz nie pozwala i koniec historii” - oświadczył Hołownia.

Prezydent Karol Nawrocki w orędziu wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym po swoim zaprzysiężeniu 6 sierpnia 2025 r. oświadczył, że jego program zakłada powiedzenie „nie” nielegalnej migracji i walucie euro oraz „tak” polskiemu złotemu. (PAP)

pś/ bst/ drag/

(PAP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%