Zamknij
REKLAMA

Józef Walczak – kolejarz z anielskim natchnieniem

14:38, 13.06.2018 | MGOK Więcbork
REKLAMA
Skomentuj
Józef Walczak ? kolejarz z anielskim natchnieniem - fot. Muzeum Zachodniokaszubskie w Bytowie

W końcu maja w sali wystawowej II Domu Zakonnego Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie otwarto wystawę artysty ludowego z Więcborka - Józefa Walczaka. Zobaczyć na niej można kilkadziesiąt prac tego cenionego rzeźbiarza.

Muzeum w Bytowie tak zachęca do obejrzenia wystawy:

Pan Józef jako mały chłopak marzył o traktorze. W  końcu wystrugał go z drewna, był całkiem duży. Od tego czasu woził nim króliki swego ojca po ogrodzie. Traktor był obiektem zazdrości chłopców z Runowa, w którym mieszkał mały Józef. Ta zabawa z rzeźbą trwała do końca szkoły podstawowej. O koziku i drewnie zapomniał na długie lata. Matura, wojsko, rodzina, praca w Bydgoszczy. Od 1951 roku związany jest z Więcborkiem. To wtedy został dyżurnym ruchu na kolei. Od 1999 roku przebywa na wcześniejszej emeryturze.

O drewnianej zabawce przypomniał sobie o jako czterdziestoparoletni człowiek. Po każdej służbie na kolei miał dwa dni wolnego. Zaczął majsterkować strugał lampy, żyrandole, stołki. Bardzo ważne były zdobienia. Gdy zrobił żonie całą kuchnię przypomniał sobie, że lubi rzeźbić. Wziął scyzoryk i tak powstał pierwszy dziad wędrowny z kijem, który do dziś stoi w kuchni. 

– Z zazdrości patrzyłem jak ludzie dłubią w drewnie i co im z tego wychodzi. Z podziwu dla innych postanowiłem sam spróbować. W telewizji zobaczyłem rzeźbiarza i przypomniałem sobie. Na początku było trudno, nie wychodziło, ale po paru miesiącach było zdecydowanie lepiej. Interesuje mnie rzeźba sakralna malowana, a fachowo polichromowana. Chrystusy Frasobliwe i motywy biblijne – mówi J. Walczak. 

Artysta rzeźbi bardzo dużo, praktycznie w każdej wolnej chwili. Pierwszą jego pracownią była kuchnia w domu Państwa Walczaków, kiedy żona Regina wychodziła do pracy, pan Józef miał ją do dyspozycji do godziny 15. Obecnie artysta posiada niewielka pracownię w MGOK,  w której się zamyka pozostawiając za drzwiami codzienną rzeczywistość.

Od samego początku twórczej kariery artysty dobrym duchem wspierającym go jest żona Regina, rzeźbiącego męża podpatrywała od zawsze. Na dłutach zna się na równi z mężem, bo to ona robiła zakupy w specjalistycznych sklepach. Kiedy Józef zaczął rzeźbić to ona ciągnęła kawały lipowego drewna lub złamany konar nawet przez pól miasta, słysząc po droce współczujące szepty, że z biedy pewnie nie ma czym palić. Teraz sąsiedzi sami podpowiadają gdzie leży złamana lipa. 

– Żona, to pierwszy mój recenzent. Czasem kiedy chciałem to rzucić to ona podtrzymywała mnie na duchu. Żona rzeźbi razem ze mną. Zaczęła od wykonywania detali w moich rzeźbach. Razem jeździmy na plenery i jarmarki – opowiada artysta. 

Wspólnie wykonali trzy duże rzeźby do "Ołtarza Papieskiego" w Sopocie w 1999 roku, było to według artysty najpoważniejsze jego przedsięwzięcie.

Artysta pracuje głównie w drewnie lipowym, posługuje się nożem i dłutem rzeźbiarskim. W rzeźbie wyraża się jego indywidualność. Ulubioną tematyką prac pana Józefa jest Biblia, życie Chrystusa i Matki Boskiej. Tematykę świecką podejmuje tylko na zamówienie. Spod jego dłuta wychodzą też anioły. Anioły to osobny rozdział w twórczości artysty. Ci pośrednicy miedzy Niebem, a Ziemią pokazani są jako stróże chroniący nas przed złem czy trębacze zwiastujący Dobrą Nowinę. Anioły maja coś z dziecka z jego niewinności i wiary w zmianę świata na lepsze. Są radosne i uśmiechnięte i jak mówi artysta mają swoje pozytywne uczucia wnosiły do mieszkań, w których przyjdzie im zamieszkać.


Przypomnijmy, że w listopadzie 2016 roku rzeźbiarz ludowy z Więcborka obcodził jubileusz 30-lecia twórczości artystycznej. Z tej okazji Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Więcborku zorganizował Benefis Józefa Walczaka. Obszerną relację z tego wydarzenia można obejrzeć tutaj... 

(MGOK Więcbork)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© e-krajna.pl | Prawa zastrzeżone