Standerski został zapytany w Polsat News, czy Polska - wzorem niektórych innych krajów - powinna wprowadzić przepis, który „odcina młodzież do 16. roku życia od mediów społecznościowych”.
- Uważam, że należy wprowadzić taki przepis. Nie przesądzam od jakiego wieku. To powinno być poprzedzone ekspertyzą i poważną dyskusją publiczną. Natomiast to, nad czym pracujemy teraz, to zapewnienie takich warunków technicznych, żeby ten przepis był skuteczny. W tym roku będziemy dysponować już takimi narzędziami, więc uważam, że ten rok to jest odpowiedni czas, żeby takie regulacje w Polsce wprowadzić - powiedział wiceminister cyfryzacji.
Wyjaśnił, że prace dotyczą narzędzia weryfikacji wieku, które mogłoby być wykorzystane przy zakładaniu konta w portalach społecznościowych. W takim przypadku przy rejestracji pojawiałoby się okienko z prośbą, aby potwierdzić swój wiek. Dodał, że nie będzie to już tylko deklaracja wieku, ale generowane poświadczenie w ramach portfela tożsamości cyfrowej, które będzie przekazywało z urządzenia wyłącznie informację o wieku „z najwyższym poziomem zabezpieczenia”.
- Takie narzędzie jest w tej chwili testowane w niektórych państwach Unii Europejskiej. My uczymy się z tymi państwami tego narzędzia stosować. Umożliwi nam skuteczne wprowadzenie takich przepisów. Bo dzisiaj możemy na papierze napisać wszystko - wskazał Standerski.
Podobne przepisy działają obecnie w Australii. Osoby poniżej 16. roku życia w Australii nie mogą korzystać z platform społecznościowych m.in. Reddit, Facebook, Instagram, Snapchat, Threads, TikTok, X i YouTube. Firmy technologiczne, które nie wdrożą skutecznie przepisów, mogą zostać tam ukarane grzywną wysokości, w przeliczeniu, do 28 mln euro. Australia jest pierwszym krajem na świecie, który wprowadził ograniczenie wiekowe dla użytkowników platform społecznościowych. Obowiązuje ono od 10 października, ale stosowne przepisy przyjęto jeszcze w ubiegłym roku.
Wiceszef resortu cyfryzacji odniósł się również do czekającej na podpis prezydenta nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która ma pozwolić na usuwanie nielegalnych treści w internecie dotyczących 27 czynów zabronionych. W piątek wieczorem wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zaapelował na portalu X do prezydenta Karola Nawrockiego, by podpisał tę ustawę.
„Nie ma zgody na bezkarne łamanie prawa i tworzenie przez AI treści nielegalnych, niszczących ludzi i psychikę. Powiedzmy to jasno, to że system obraża, promuje treści seksualne i narusza godność to wina zarządzania oraz braku zasad etycznych platformy. (...) Wzywam Prezydenta Nawrockiego do jak najszybszego podpisania ustawy o usługach cyfrowych, a dzięki temu usuwanie nielegalnych treści będzie łatwiejsze” - napisał Gawkowski w piątek wieczorem na portalu X.
Standerski zwrócił uwagę, że obecnie nie ma w Polsce podstawy prawnej do usuwania w internecie nielegalnych treści.
- Kiedy mieliśmy przypadek gróźb śmierci wobec pana prezydenta Nawrockiego, to wpis grożącego panu prezydentowi zniknął z portalu, tylko dlatego, że autor usunął ten wpis. Policja ani inne służby nie miały żadnych narzędzi, żeby to zablokować, mimo tego, że mieliśmy konkretne przestępstwo zapisane w kodeksie karnym - mówił Standerski.
Wskazał również, że „prawie wszystkie państwa Unii Europejskiej wdrożyły te przepisy” w swoich państwach, a w całej UE zablokowano już na tej podstawie 10 mld przypadków treści, które były nielegalne.
Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną ma zapewnić skuteczne stosowanie w Polsce przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), dotyczącego m.in. blokowania nielegalnych treści w internecie. Nowe przepisy zakładają, że nadzór nad stosowaniem przepisów DSA w Polsce sprawować będzie prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) - w większości przypadków, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) - w zakresie platform wideo, a także prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) – w zakresie platform handlowych oraz innych spraw dotyczących ochrony konsumentów.
Ustawa przewiduje możliwość usuwania treści zawierających m.in.: groźby karalne, namowę do popełnienia samobójstwa, pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim, propagowanie ideologii totalitarnych, a także nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych - w tym treści zawierające mowę nienawiści, rozpowszechniane w mediach społecznościowych. W ustawie wymieniono też treści naruszające prawa autorskie czy odnoszące się do nielegalnej sprzedaży towarów lub nielegalnego świadczenia usług.
Prezydent Karol Nawrocki ocenił pod koniec listopada ub.r., że ustawa ws. blokowania nielegalnych treści w internecie jest „nadregulacją” unijnych przepisów i dąży do zabierania Polakom możliwości dzielenia się w sieci swoimi opiniami. Politycy opozycji regularnie podnoszą też argument, że - w ich ocenie - ustawa ma wprowadzić cenzurę.
W grudniu Sejm poparł jednak szereg poprawek Senatu do noweli. Jedna z nich oznacza zniesienie klauzuli natychmiastowej wykonalności decyzji prezesa UKE i KRRiT o zablokowaniu treści. Strona, której dotyczy decyzja, będzie mogła wnieść sprawę do sądu i dopiero rozstrzygnięcie sądu nada decyzji rygor wykonalności. Jak tłumaczył wiceminister Standerski podczas prac nad ustawą w Senacie, oznacza to, że na końcu każdego postępowania to zawsze sąd będzie decydował, czy dana treść w internecie jest nielegalna czy jest legalna. O to, by o zablokowaniu treści decydował niezależny sąd, a nie UKE czy KRRiT wnioskowali wcześniej posłowie PiS.
Akt o usługach cyfrowych (DSA) jest pierwszą na świecie regulacją cyfrową (rozporządzeniem), która nakłada na firmy w całej UE odpowiedzialność za treści zamieszczane na ich platformach. W całości obowiązuje w krajach członkowskich od 17 lutego 2024 r. Artykuły 9. i 10. DSA wskazują, że państwowe organy sądowe i administracyjne mogą nakazywać dostawcom blokowanie treści w internecie. (PAP)
bpk/ drag/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz