Branże energochłonne ceny energii elektrycznej będą rosły mimo wzrostu udziału OZE w jej produkcji - Obraz PublicDomainPictures z Pixabay
Podczas wtorkowej konferencji zorganizowanej przez Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu przedstawiciele branży energochłonnych: stalowej, cementowej, chemicznej apelowali do decydentów o działania, które pozwolą im odzyskać konkurencyjność w stosunku do procentów spoza UE, utraconej - jak ocenili - w wyniku regulacji wprowadzających zieloną transformację energetyczną w Unii Europejskiej.
Uczestnicy spotkania byli zgodni, że budżet unijny przeznaczony na dekarbonizację przemysłu jest niewspółmiernie mały w stosunku do potrzeb. Zwrócili uwagę, że UE zaplanowała powołanie Europejskiego Funduszu Konkurencyjności (EFK) i Banku Dekarbonizacji Przemysłu, co wiąże się z ustalaniem budżetu UE na lata 2028-2034. Jednak wydatki na branże energochłonne będą w tym czasie stanowiły tylko nieznaczną część EFK, tj. 67,4 mld euro - w tym ok. 40 mld euro na czyste technologie ma pochodzić z Funduszu Innowacji. Dla polskich branż kluczowe będzie zabezpieczenie jak największej części tych środków na potrzeby krajowe, aby uniknąć ich absorbcji w większości przez bogate państwa UE - zaznaczyli.
Zdaniem prezesa FOEEiG Henryka Kalisia, mechanizm CBAM (graniczny podatek węglowy, który ma chronić europejskich producentów, przed konkurencją firm z państw trzecich nieponoszących kosztów zakupu uprawnień do emisji gazów cieplarnianych) jest postrzegany przez te państwa jako narzędzie protekcjonizmu państwowego. - Rosja złożyła oficjalny sprzeciw argumentując, że ten mechanizm nie jest zgodny z zasadami WTO (Światowej Organizacji Handlu), sprzeciw na forum WTO wyraziła też m.in. Turcja, Indie - przekazał Kaliś.
Z przedstawionej podczas konferencji analizy autorstwa firmy Enerxperience wynika, że środki tymczasowego funduszu dekarbonizacji na lata 2028-2029, to 600 mln euro, który ma być wydatkowany w całej UE. Mają one częściowo zrekompensować branżom energochłonnym koszty wynikające z wycofania darmowych uprawnień do emisji CO2 w związku z wprowadzeniem CBAM. Autorzy analizy ocenili, że to kwota „zatrważająco niska”.
Piotr Kardaś ze Związku Pracodawców „Polskie Szkło” podkreślił, że całkowite wycofanie darmowych uprawnień do emisji CO2 w 2039 r. oznacza, że w 2040 r. upadną wszystkie firmy, które się nie zdekarbonizowały. Zwrócił uwagę, że ceny uprawnień do emisji CO2 systematycznie rosną i przekroczyły już wartość 90 euro za tonę CO2.
Jak podał w 2030 r. cena uprawnień do emisji CO2 ma osiągnąć 200 euro za tonę, a w 2040 r. może już wynosić od 500 do 750 euro za tonę CO2.
- W związku z tym możemy spodziewać się, że cena energii dla przemysłu w 2030 r. i w latach następnych może wynieść za 1 MWh 200 euro. Przy takiej cenie energii nie będziemy w stanie się skutecznie się zdekarbonizować - wskazał.
Uczestnicy spotkania zwrócili uwagę, że Komisja Europejska „twardo stoi na stanowisku”, że obniżka cen energii dla przemysłu wymaga przede wszystkim zwiększenia udziału źródeł odnawialnych w systemie elektroenergetycznym. Uczestnicy konferencji ocenili jednak, że nie widzą tych korzyści – przede wszystkim ze względu na model rynku hurtowego energii opartego na cenie krańcowej (merit order), zgodnie z którym, wyznacznikiem ceny na europejskim rynku energii są najczęściej elektrownie gazowe.
Jak podkreślił Kaliś to gaz, a nie OZE kształtują ceny energii w Europie, a więc bez zmiany mechanizmu merit order ceny energii będą rosły.
- Kupując energię na giełdzie, czy z krajowego systemu elektroenergetycznego, kupujemy ją z całym kosztem emisji. To się nie zmieni, dopóki nie będzie zmiany mechanizmu merit order lub odrębnej wyceny zielonej energii, ale KE nie wyraziła na to zgody - zauważyła członkini zarządu FOEEiG Elżbieta Rozmus. Wymieniła, że na krajowym podwórku zmianie muszą też ulec m.in. koszty dystrybucji energii elektrycznej, bilansowania systemu elektroenergetycznego, jakie ponosi w opłatach za energię przemysł.
Podkreśliła, że UE ma średnio o ok. 50 proc. wyższe ceny energii niż USA czy Chiny.
Tymczasem - jak wskazywała - w Polsce ceny energii są najwyższe w Unii Europejskiej, co jest związane z wysoką emisyjnością jej produkcji. Rozmus oceniła, że w UE pojawił się „kanibalizm europejski”. - Nie działamy wspólnotowo. Zaczynamy konkurować wzajemnie. Dzisiaj przedsiębiorstwo w Polsce, które chce kupić energię na rynku terminowym np. na rok 2027 musi zapłacić za nią około 450 zł za MWh. W tym samym okresie nasz niemiecki sąsiad zapłaci 350 zł za MWh. Dodatkowo jesteśmy narażeni na bardzo duże wahania tych cen - zaznaczyła Rozmus. Stwierdziła, że to ma wpływ na koszty produkcji.
- Postulujemy, więc przywrócenie obliga giełdowego. Obecnie większość obrotu energią jest poza giełdą, co naraża odbiorców na dodatkowe koszty związane m.in. z marżami dostawców - powiedziała Rozmus. Przemysł postuluje też obniżenie opłat dystrybucyjnych do takiego poziomu jakie mają jego konkurenci z innych państw UE.
Przedstawiciele branży cementowej oszacowali, że tylko koszt budowy instalacji do wychwytywania CO2 w skali całej UE to 16 mld euro, a w Polsce 4-5 mld euro. Zaznaczyli, że takie instalacje zużywają ogromne ilości energii, których polski system elektroenergetyczny nie jest w stanie zapewnić.
Przemysł energochłonny postuluje więc pozostawienie darmowych uprawnień do emisji CO2 dla sektorów objętych mechanizmem CBAM, rewizję sytemu EU ETS i zwiększenie środków UE na dekarbonizację przemysłu. Rozszerzenie sektorów uprawnionych do rekompensat w związku z CBAM z tytułu pośrednich kosztów emisji oraz wprowadzenie limitów cen energii dla branż(PAP)
ab/ drag/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz