Sport

Zamknij

Maraton nasz powszedni

09:15, 29.07.2015
Skomentuj Maraton nasz powszedni

Na to pytanie nie znam w tym momencie odpowiedzi, nawet jej nie przeczuwam, ale ważne jest, że w końcu jadę i to nie byle jak, bo wybrałem się do niego rowerem.

Jest środek wakacji, ale pogoda na przejażdżkę nie najlepsza. Wieje silny boczny wiatr. Pedałuje się strasznie ciężko. Pomyślałem jednak o Rysiu i nagle moje kilkanaście kilometrów rowerem wyposażonym w dość dobre przerzutki, na dużych kołach i wąskich oponach wydało się zwykłą igraszką. Do Wituni dojeżdżam wesół.

W biurze maratonu zastaję Rysia i jeszcze kilku sportowców, których twarze, sylwetki są mi znane z fotografii, które oglądałem w naszej redakcji przez kilka minionych miesięcy. Ściskamy sobie dłonie. Są serdeczni, gościnni.

- Więc wreszcie do mnie przyjechałeś - mówi Rysiu.

Rozmawiamy o wszystkim. Dosyć chaotycznie przeskakujemy z tematu na temat. Czasu jest mało bo za kilkanaście minut ma się zacząć kolejny maraton, a chciałoby się sobie tak wiele powiedzieć. Zdążyłem tylko zapytać Rysia, co będzie robił 16 sierpnia. Odpowiedź była taka, jak i on sam.

- Położę się i będę odpoczywał.

Trudno mi w to uwierzyć. Uwierzę, gdy zobaczę.

Oddalam się na chwilę by zrobić coś czego sportowcom robić nie wolno. Odchodzę dosyć daleko. Czyżbym chciał się przed nimi ukryć?

Po chwili podjeżdża samochód na warszawskich numerach. Z auta wysiada sympatyczna, uśmiechnięta para i dwie dziewczynki. Pytają, gdzie można się zapisać na bieg. Kobieta jest bardzo podekscytowana. Pobiegnie tylko ona. W biurze odbiera okolicznościową koszulkę i 517 numer startowy. Dosłownie chwilę rozmawia z Rysiem. Wychodzi z biura jeszcze bardziej zafascynowana osobowością maratończyka.

Pora jechać na start. Zabieram się z mężem nowej biegaczki i ich córkami. Ona jedzie z Rysiem. W drodze dowiaduję się, jak tam na Mazowszu wspólnie obserwują wyczyn Rysia. Dowiedziałem się także, że żona mojego rozmówcy pochodzi z Więcborka i że od lat przyjeżdżają tutaj na wakacje. I jeszcze, że startowała kiedyś w Biegu Zwycięstwa z Karolewa do Więcborka.

Na kresce startowej spotyka się piętnastu uczestników. Jeszcze tylko pamiątkowa fotografia i są gotowi do startu. Rysiu kreśli dłonią znak krzyża, wypowiada słowa "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego..." i ruszają. O tym wcześniej nie wiedziałem. Nikt mi nie powiedział, a to przecież ważne. Maraton może być modlitwą. Błagalną, dziękczynną i chwalebną jednocześnie. Stając na starcie biegu jest o co prosić, jest i za co chwalić i dziękować Najwyższemu.

Przez chwilę jedziemy za biegnącymi. Mój towarzysz trochę niepokoi się o małżonkę, chce ją asekurować. Wyprzedzamy wszystkich biegnących, zatrzymujemy na poboczu, czekamy. Niewielki peleton podzielił się na grupki. Każdy biegnie swoim tempem. Robię kilka zdjęć, chociaż reportaż jest dla mnie dzisiaj rzeczą drugorzędną. Małżonka mojego nowego znajomego nie wygląda na mocno zmęczoną, zdaje się, że sobie poradzi, a dodatkowo obok niej przecież biegnie Rysiu. W tej sytuacji postanawiamy, że zaczekamy na wszystkich na mecie pierwszego okrążenia.

Przy biurze spotykamy kilka osób, które dzisiaj nie biegną, ale przyjechały wspierać swoich bliskich i oczywiście głównego bohatera biegu. Sympatyczna pani z Kwidzyna, której mąż wyruszył na trasę, opowiada o swoich przygodach z bieganiem. Wspomina różnych biegaczy, a mówi o nich tak, jakby to były najbliższe jej osoby. Na schodach zamieniam kilka słów z dosyć tęgim mężczyzną z czarnosiwą brodą. Widać, że nie jest biegaczem. Pokazuje mi bliznę na klatce piersiowej i wspomina, że też kiedyś biegał.

Pierwsze okrążenie kończą w większości pojedynczo. Liderzy mkną w niesamowitym tempie, kontrolując tylko czas. Następni przemierzają trasę wolniej. Czekamy na Rysia i na naszą nowicjuszkę. Są, najpierw mistrz, a za kilka chwil ona. Z Rysiem pojawia się dobry znajomy z Floriana Chojnice, którego poznaliśmy na Biegu Pamięci. On też niedawno przeszedł ciężką operację wszczepienia bajpasów, ale już biega. Jeszcze nie cały maraton, ale liczy się to, że wraca do zdrowia.

Nasza bohaterka jest przeszczęśliwa. Planowała przebiec 2-3 kilometry, zrobiła całe okrążenie. Rozmawiamy o biegu, ale nie tylko. Mamy o czym rozmawiać. Okazuje się, że dzień wcześniej byliśmy na tym samym koncercie. Opowiadam nowej znajomej o Biegu Pamięci, który jest kontynuacją dawnych Biegów Zwycięstwa. Kto wie, czy się nie skusi i nie wystartuje? Rozmawiamy też o tym, że najlepsze banany są w sklepie w Jastrzębcu, ale to już inna opowieść.

Siedząc tak, na ławeczce przed Biurem Maratonu, zaczynam rozumieć dlaczego, kiedy trzeba było jechać do Wituni, w naszej redakcji, zawsze wyrywał się do tej pracy ktoś inny. Panująca tutaj atmosfera sprawia, że chcesz tutaj wrócić. Mam jeszcze szansę. Najwyżej przyjedziemy tu razem.

Aby dotrzeć do domu przed zmrokiem, muszę ruszać po drugim okrążeniu. Żegnam się z Rysiem i wszystkimi moimi nowymi znajomymi biegaczami. Jazda nie sprawia żadnych kłopotów. W domu czekam na nich na mecie na Facebooku. Są. Dobiegli. Mogę zabrać się za pisanie. Każdy ma swój maraton.

tekst Paweł Szydeł
fot.: Paweł Szydeł i Henryk Witek

PS.: Minęła niespełna doba. Znowu zaglądam na stronę Rysia. Wystartowali. Z numerem 518 na starcie stanął... Nie zgadniecie kto. To mąż naszej wczorajszej bohaterki. Dzisiaj pobiegli razem.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu e-krajna.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%